Kino jako pierwsze przewidziało, co grozi światu, choć twórcy nie podejrzewali, że filmy z gatunku science-fiction okażą się rzeczywistością.
Jeszcze niedawno większość filmów o epidemiach, umieszczaliśmy pod szyldem: kino katastroficzne (jeśli nie science-fiction). Dziś to, co oglądamy w filmach sprzed zaledwie dekady, albo nawet dwóch, jest tak bliskie naszym realiom, że odnosimy wrażenie, iż to my sami jesteśmy bohaterami tych produkcji.
Film „Epidemia strachu” – czyli, co przewidział Soderbergh?
Steven Soderbergh w popularnym od kilku tygodni znowu filmie z 2011 roku „Contagion – Epidemia strachu” opowiada o pandemii wirusa, który zabija w kilka dni od zarażenia. Opowieść mocno trzymająca się ziemi, pełna liczb i faktów, które kojarzymy z epidemią SARS, nie odtwarza jednak tamtych wydarzeń, a luźno się nimi inspiruje.
Naszpikowany gwiazdami film (wśród lekarzy walczących z chorobą są też Kate Winslet i Marion Cotillard), pokazuje łańcuch rozprzestrzeniania wirusa. Po nitce, do kłębka. W finale odkrywamy więc, że kolejni bohaterowie, pochodzący z różnych miejsc świata, spotkali się w jednym miejscu. Soderberg prowadzi nas nawet na prowincję Guangdong, w Chinach, skąd pochodziły pierwsze ofiary SARS. Robiący spore wrażenie finał, którego nie zdradzimy, w obliczu namacalnego wirusa, o jakim słuchamy na okrągło, ogląda się dziś inaczej, niż przed dekadą, gdy film miał premierę.
Warto obejrzeć „Contagion” nie tylko po to, by dowiedzieć się, którym jego gwiazdom, reżyser pozwolił przeżyć. Chwilami będziemy mieli poczucie deja vu.
Źródło: polsatnews.pl

